Zawsze chciałem zostać spawaczem!

Jak przekonują nas wszyscy, marzenia trzeba i warto realizować. Pytanie jak to zrobić? Bardzo prosto, kupić rower. No cóż, zacząłem dość przewrotnie bo co ma jedna czynność wspólnego z drugą? Odpowiedź dał Klasyk Beskidzki 2017

klasyk

 

 

Ochotę pojechać w Klasyku miałem od dawna, dlatego w tym roku nie zastanawiałem się nawet chwili przy zapisach do startu. Przepiękne tereny i klimatyczne drogi usłane gdzieś w Krainie Łemków.

klasyk 2017

Jak wyglądały przygotowania do 1majowego wyścigu?

Polegały głownie na przeglądaniu niezliczonych stron z prognozą pogody i słaniem próśb do niezliczonych bóstw, by tym razem udało się pościgać w suchym stroju. Wyjeżdżając z Krakowa staram się odnaleźć w sobie odrobinę….hmm szczyptę odrobinek optymizmu. Mgły, wilgoć i jeszcze mocno wieje.W samochodzie padły pierwsze słowiańskie wygrażania i czarowanie:

Panie co to ma być? Tak być nie może!

Na obwodnicy mgła jeszcze gęstsza, ale słońce zaczyna mocniej świecić. Czy ta życiodajna gwiazda zasilana wodorem w skomplikowanych procesach termojądrowych da sobie radę? Odpowiedź nie przychodzi wcale szybko, długo jedziemy w ciszy. Pewnie dlatego, jako idealny partner dalekich podróży udaję się na przedstartową drzemkę. Przy skręcie, siła odśrodkowa przypomina, że pasuje już wstać. Jesteśmy gdzieś… gdzieś tu musimy zawrócić, bo przejechaliśmy zakręt pod parking. W końcu jesteśmy na miejscu. Zostawiamy naszego zmęczonego Merca i udajemy się po numerek startowy. Zdecydowanie nie mylić z tym „numerkiem”, choć każdy przywiózł gładko ogoloną seksowną łydę. Zimno i wieje! Czyli po staremu.

Dłuższą chwile zajmuje nam znalezienie idealnego miejsca na błotnistym parkingu. Wiele samochodów zdobią rowery jak poroże głowę Łosia. Trek, BMC, Merida jakiś brzydki spec o i jeszcze jeden brzydki spec. Wciągam lycrę na tyłek, dopinam koszulkę i powoli rozkręcam ten romans między mną a Tereską. Grzej się nogo grzej, bo spiker już powoli pokrzykuje.

Stoję gdzieś daleko, ej czemu tak daleko? Szybko sobie odpowiadam, że noga nie gotowa na stresy i na spokojnie dziś. Uwielbiam to przekonywanie samego siebie. Wielobarwny peleton ruszył, a ja gdzieś hen albo nawet hen hen. Pierwsze 10 km, wszystko z blatu. Noga się kręci, wszyscy mocno dyszą, łańcuchy cierpią, cierpi źle wyregulowany sprzęt niektórych uczestników. Każdy kto doświadczył świetnego serwisu, wie co znaczy dobrze przygotowany rower (serwis TOMAR, wielkie dzięki chłopaki).

image30

image94

Szaleństwo i nerwowość początkowych kilometrów, ustępuje w okolicy szczytu pierwszego podjazdu pod Klimkówkę. Na szczycie formuje się pierwsza tego dnia grupka z którą przyjdzie dzielić następne kilometry. Ile kto miał chęci i sił do pracy bardzo szybko weryfikują kolejne podjazdy pod Czyrną i Stawisze.

image393image395

Znowu nie ma czasu na oglądanie widoków, trzeba zacząć gonić jeszcze mocniej, trzeba zacząć spawać i ciągnąć grupkę do dupki następnej grupki. No i doszliśmy niezgrabnie do spawania, którego w trakcie wyścigu było wiele. Sporo było też współpracy w naszej małej grupie, goniącej tych z przodu, którzy się nie kończyli.

Na leniwym zjeździe ze Smerekowca tempo naszej grupki utrzymuje przyjemne rejestry ponad 44 km/h, łykając kolejne mniejsze grupki zmierzamy  ku najgorszemu w mojej ocenie miejscu na trasie dzisiejszego wyścigu – podjazdu pod Kunkową, który dał mocno popalić i zdecydowanie rozerwał zjednoczoną przed podjazdem grupę. Każdy swoje całą szerokością drogi przy miłym dopingu kibiców. Do mety jakieś 8 km, ostatni zjazd, ostatni łyk z bidonu. Każdy jedzie swoje waty, niektórzy tropią swoje węże. To idealne miejsce na krótki morał ze znanej wszystkim bajki.

18320856_1165549683568012_2595907002077237446_o
fot. Wiktor Bubniak

Za siedmioma podjazdami, za kilkoma szybkimi zakrętami znalazła się Baba Jaga dzisiejszego dnia, ostatnia złośliwa stromizna. Wycisnęła co zostało, pogroziła palcem i dała nauczkę. Weź się do roboty i uwierz w siebie!

Coś tam jechać próbował: Kamil Herchel, towarzyszył: Trek Emonda
Zdjęcia: Barbara Dominiak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s